- Dziękuję, Wimbole.

- Och, Bryce - jęknęła, kryjąc twarz na jego piersi. Przytulił ją i pomyślał, że chyba jest świadkiem pod policyjną ochroną i będzie zeznawała w jakimś procesie.
- Coś nie tak? - spytał.
- To pocałuj mnie jeszcze raz.
- Nie, nie! Wiem, że szukasz powodów, dla których to nie powinno się stać. Ale właśnie nadszedł czas, by zmienić nasze stosunki.
kiedy się nią znudził. Miał żonę, więc zależało jej tylko na jego pieniądzach. Od lorda
wychodzi z pokoju.
- Dobrze, Liz. Zastanowię się.
- Zasłużyłeś na to, by wiedzieć - przyznała, a Bryce pocałował ją ciepło.
sząc za mężem. — Czy możemy sobie na nią pozwolić? —-
- Mówiłem, żebyś nie prosił mnie o pieniądze - sprostował, celując w syna nożem. -
- Nie myśl, że... - zaczęła.
- Pan wszystko robi we własnym interesie. Poza tym nie szukam innej pracy. Zresztą i
- To prawda, wszystkie z wyjątkiem ciebie. Ochroniłam cię. Nie dopuściłam, byś jak tamte skończyła w rynsztoku. - Dumnie wyprostowała głowę. - Dzięki mnie nazywasz się St. Germaine, nie Pierron. Tamta przeszłość dla ciebie nie istnieje. Nie ist-nie-je.
cała rzecz się wyda.


- „Rodzinne obowiązki?” Do tej pory w ogóle nie zwracałeś na nas uwagi. -

- Słyszałem gorsze.
Philip odwrócił się od niej, zostawił ją na klęczkach. Na pośmiewisko Bestii.
Chciał, żeby coś powiedziała, żeby go zrugała za jego bezczelność. Może wtedy nie czułby się jak ostatni łajdak, może ustąpiłby ten bolesny ucisk w gardle.

- Do czego?

zadając im rozkoszne tortury. Potem schylił się i musnął brodawki językiem, potęgując jej
Było za wcześnie na wprowadzenie Rose do towarzystwa, ale z drugiej strony
zauważyła, że jej pracodawca trzyma w ręce smycz, a przy jego nodze siedzi Szekspir.

Rose gwałtownie wciągnęła powietrze.

Bobby.
- Żadnego sprzeciwu? - zapytał, obejmując ją w talii i przyciągając bliżej do siebie.
- Dlaczego, na litość boską?!